Kwiaty doniczkowe

Niewiele o wyglądzie, a dużo o potrzebach roślin

Róże miniaturowe

Posted by zojalitwin w dniu 14.06. 2011

Róże miniaturowe w doniczkach

W kraju powszechniejsze są róże o średniej wielkości kwiatach i najczęściej w różnej tonacji czerwieni. Róże o dużych kwiatach to raczej „róże z górnej półki”. Są one znacznie droższe. W zamian oferują nam mocniejsze krzaczki choć nieco mniej kwiatów. Wśród tej grupy najpopularniejsze u nas odmiany to ‚Valencia’ – kwiaty barwy starego złota, ‚Amorosa’ – kwiaty jasnoróżowe czy ‚Alexandra’ – kwiaty kremowe. W kwiaciarniach czasem pojawiają się wielokolorowe mieszanki róż o dużych kwiatach lecz najczęściej jeszcze są sprowadzane, bo ich produkcja nie należy do najtańszych i od producentów wymaga dobrze wyposażonych szklarni(nie dziwić się zatem cenom).

Natomiast z popularnych w Polsce róż o kwiatach średniej wielkości warto zainteresować się odmianą ‚Lilly’ – jest to ciemny mutant znanej odmiany ‚Lulu’, od której różni się intensywniejszym, czerwonym kolorem kwiatów.

Kupiliśmy lub dostaliśmy małą doniczkę w której jest niewielkiej wielkości różyczka z jednym lub dwoma kwiatkami i kilkoma pąkami. Jest śliczna i co dalej?

Jeśli kupimy w okresie od maja do początków października mamy większe szanse na utrzymanie zdrowej rośliny w domu, jako, że proces produkcji jest bardzo zbliżony do naturalnej uprawy. Jeżeli natomiast kupimy lub dostaniemy taką różę w okresie zimowym szansę na jej dłuższe utrzymanie w warunkach domowych są mizerne, najczęściej mamy ją nie dłużej jak 4-6 tygodni. Wynika to ze specyfiki uprawy w szklarni. Roślinom takim zapewnia się temperaturę w granicach do 18 0C i znaczną wilgotność powietrza. Stosuje się retardanty(chemiczne środki skarlające) bo rośliny mimo, że są doświetlane i tak się wyciągają. Środki te sprawiają, że roślina jest krępa mała i kwitnie w miarę równomiernie. Tworzy się swoisty bukiecik w doniczce. I w większości tak te zimowe róże trzeba traktować. Oczywiście jest to pewne generalizowanie, bo bywają sumienniejsi producenci i za niemałe przecież pieniądze nie wciskają nam pośledniejszego asortymentu. Co zrobić kiedy różyczka nam się podoba. Kiedy nacieszyliśmy się jej wyglądem mamy dwa wyjścia i radzę spróbować oba. Po pierwsze staramy się różyczce zapewnić jak najwięcej światła i nieco niższą temperaturę niż standardowa w naszych mieszkaniach. Może mamy pokój gdzie zawsze jest nieco chłodniej lub postawmy na parapecie z dala od kaloryfera i stosunkowo blisko szyby lecz tak by szyby nie dotykała. Przynajmniej raz dziennie – najlepiej w godzinach rannych – opryskać roślinę letnią wodą. Do zachodu słońca roślina wyschnie i nie będzie problemu z atakiem grzybów szczególnie mączniaka prawdziwego. Jeśli udało nam się kupić ładną silną roślinę to sprawdźmy system korzeniowy. Ogrodnicy nie przesadzają by nie podrażać kosztów i sprzedają w doniczkach w których ukorzeniali sadzonki, więc roślina może wymagać przesadzenia. Do ewentualnego przesadzenia wybierzmy pojemnik tylko o numer większy od starego. Ziemia może być zwykłą ziemią do kwiatów lecz wymieszajmy ją z garścią drobnego żwiru. Ponieważ miniaturki rosną na własnych korzeniach nie musimy tak bardzo zwracać uwagi na głębokość sadzenia jak przy roślinach szczepionych. Można je posadzić do 1 cm głębiej niż rosły poprzednio. Jeśli po wyjęciu z doniczki korzenie są dość zbite warto je nieco palcami rozluźnić przy okazji usuwając nieco starej ziemi. Nową ziemię sypiemy partiami i stukamy doniczką o blat by ziemia dostała się we wszystkie zakamarki. Na końcu podlewamy letnią wodą. Przesadzoną doniczkę można na kilka dni wstawić do worka plastikowego lecz nie wiązać go tylko spiąć spinaczem w jednym miejscu. Roślina będzie miała zwiększoną wilgotność powietrza, a jednocześnie otwory pozwolą na dostęp powietrza. W tym czasie nie wolno moczyć liści.Po kilku dniach najprzód rozpinamy worek, a dopiero po kolejnych kilku dniach go zdejmujemy. Gdzieś do końca maja lub początku czerwca nie nawozimy. Potem co tydzień aż do połowy sierpnia nawozimy co tydzień.

Jeśli zdarzyła nam się słaba roślina możemy spróbować – bez gwarancji – wyprodukować własną. W tym celu pobieramy sadzonki z pędów które nie kwitły lub jeśli nie ma takich z jakichkolwiek wierzchołkowych pędów po usunięciu resztek po kwiatach i małych niedorosłych liści. Postarajmy się jednak poczekać z tym możliwie długo by ilość światła była jak największa. Ci którzy dostali i kupili na Waletnki niech poczekają choćby do marca. Najlepszym rozwiązaniem byłby pęd, który w swojej dolnej części jest już zdrewniały i wszystkie liście na pędzie są już maksymalnie wyrośnięte. Starajmy się by sadzonka miała te swoje 10 – 15 cm długości. Pamiętając, że sadzonkujemy materiał wątpliwej jakości w bardzo niekorzystnym czasie dobrze jest sadzonki opryskać środkiem grzybobójczym, poczekać do obeschnięcia i dopiero przystępować do sadzonkowania. O sadzonkach półzdrewniałych pisałam w ”Poradniku ogrodnika”. Mogę jedynie dodać, że ukorzeniacz do roślin półzdrewniałych jest bezwzględnie potrzebny. Jeśli sadzonkujemy do doniczek to na doniczkę o średnicy 9-11 cm średnicy dajemy 4 sadzonki lub ukorzeniamy pojedynczo w doniczkach o średnicy do 6 cm. Sadzonkę zagłębiamy w podłoże na 2-3 cm. Ukorzenianie trwa wczesną wiosną minimum 4 tygodnie, a im później tym krócej do 2 tygodni w maju. Nie warto tego robić(co nie znaczy, że nie można tyle tylko, że będzie trudniej) w okresie lata, bo wysokie temperatury nie sprzyjają ukorzenianiu się sadzonek jako, że optymalna temperatura dla szybkiego korzenienia się to 18-21 0C. Także wilgotność powietrza latem jest dużo niższa. Owszem można nieco przyspieszyć ukorzenianie lecz podgrzewając podłoże w zakresie temperatur 22-25 0C. Trzeba jednak utrzymywać taką temperaturę stale do momentu przerostu korzeni. Jest to zatem dość drogie bo prądożerne (kabel grzejny lub podgrzewana mnożarka chodząca na okrągło plus doświetlanie). Przy sadzonkowaniu powinniśmy pamiętać o wietrzeniu roślin by nie pojawił się mączniak. Po stwierdzeniu że sadzonka ruszyła z nowym przyrostem nie od razu zdejmujemy worek. Najprzód go tylko rozwiązujemy i dopiero jak nowe przyrosty nie będą więdnąć można worek zdjąć całkowicie. Kiedy sadzonki mają około 20-25 cm uszczykujemy wierzchołki by pobudzić krzewienie. Przy odmianach o krótkich międzywęźlach można ten proces wykonać jeśli roślina nie ma jeszcze 20 cm. Jeśli na roślinie w tym czasie pojawią się pąki bezwzględnie usunąć. Roślina musi się rozkrzewić, a pędy boczne podrosnąć dopiero wówczas jest sens pozwolić roślinie kwitnąć. Jeśli będziemy robić sadzonki z przezimowanych krzewów sadzonki nie muszą mieć liści.

Może pojawić się jakiś pęd który będzie bardzo szybko rósł i wyraźnie dominował nad pozostałymi. Nie usuwajmy takiego pędu tylko należy bardzo ostrożnie nagiąć go tak by nie złamać, ale by był przygięty do poziomu doniczki czyli prawie poziomo. Z uwagi na jego najczęściej bardzo intensywne ulistnienie przez jakiś czas będzie on pełnił rolę asymilacyjną, a przygięcie zniszczy jego dominację więc przyspieszy wyrastanie kolejnych bocznych pędów. Dopiero jak uformujemy sobie kilku pędowy krzaczek można taki dominujący pęd wyciąć.

Na okres lata jeśli nie mamy nawet balkonu lepiej postawić roślinę na zewnętrznym parapecie. Te najczęściej są blaszane więc solidnie nagrzewające się. Dla ochrony korzeni przed nadmierną temperaturą co dla nich jest bardzo niekorzystne podstawmy pod doniczkę trzy cienkie klocki drewniane, małą deseczkę, a w najgorszym razie 3-4 podstawki pod piwo lub jakiekolwiek korkowe podstawki. Inną metodą jest wstawienie plastikowej doniczki do jakiejś ceramicznej osłonki, a przy okazji ozdobnej. Przez cały okres wegetacyjny podlewamy, nawozimy najlepiej specjalnym nawozem do róż. Przekwitające kwiaty wycinamy. Tniemy tuż nad liściem skierowanym na zewnątrz krzaczka i możliwie najniżej bo z oczka śpiącego wybije pęd, który jeszcze zakwitnie jeśli kupiliśmy odmianę powtarzająca kwitnienie. Tniemy nisko by wyrastający pęd nie niszczył nam pokroju całego krzaczka.

Jesienią mamy problem. Ponieważ jest to krzew powinien więc przejść okres spoczynku. Kto ma warunki by przetrzymać roślinę w chłodzie(od 0 do maksimum +5 0C) może to robić nawet w ciemnych pomieszczeniach. Jeśli temperatura jest powyżej 5 0C pomieszczenie musi być widne. W tym czasie podlewamy sporadycznie tylko tyle by nie wysuszyć korzeni. Kto nie ma takich możliwości będzie miał większy kłopot. W każdym razie niech postara się o jak najjaśniejsze i najchłodniejsze miejsce na parapecie. Wiosną przystępujemy do przycięcia krzaczka. Zasadza jest taka, że na mocniejszych pędach zostawiamy do 5 oczek, a na słabszych do 3 oczek. Kolejna zasada, że wycinamy wszystkie pędy rosnące do wnętrza krzewu lub krzyżujące się ze sobą. I jeszcze kolejna tniemy zawsze nad oczkiem skierowanym na zewnątrz krzewu. A jak wykonujemy cięcie przedstawia ten rysuneczek  Po przycięciu owijamy czymś grubym lub nakładamy skórzane rękawice robocze i wyjmujemy z doniczki sprawdzając stan korzeni. Najczęściej roślina wymaga przesadzenia.

Posiadacze ogródków lepiej by roślinę jesienią przesadzili do ogrodu, a późną wiosną kupili sobie kolejny doniczkowy okaz. Lub jeśli chcą koniecznie chować ten sam to proszę dołować roślinę razem z doniczką . W obu przypadkach pędy kopczykujemy. Posiadaczom tarasów i dużych balkonów proponuję by lepiej miniaturki zabrali do przechowalni. Są to zbyt małe rośliny by bryła ziemi nie przemarzła doszczętnie. Dopiero 12 litrowe doniczki można spokojnie zabezpieczać i zostawiać na balkonach. W innym wypadku trzeba budować styropianowe pojemniki, w których mieszczą się całe rośliny i gdzie górna część jest otwierana i zabezpieczana tylko folią by w cieplejsze dni ograniczać temperaturę.

Przypisy


Wykorzystano zdjęcia z następujących stron:

http://global.rakuten.com/en/store/centralrose/item/mix5/

http://www.gator-ventures.com/roses/pics/rose-propagation09-07b.jpg

http://www.bestgardening.com/bgc/plant/rosesprune01.htm

http://forums2.gardenweb.com/forums/load/roses/msg1015504827699.html

About these ads

Odpowiedzi: 5 to “Róże miniaturowe”

  1. Natalia said

    Witam. Dostałam w prezencie w lutym dwie doniczki z różami. Już przekwitły. Robią się za wysokie. Chcę ich przesadzić w jedną większą doniczkę i podciąć. A na lato wystawić na taras. Czy to dobry pomysł? Nie wiem, czy można podcinać róży, by trochę ich uformować. I nie wiem, czy mogę teraz ich przesadzać. Proszę o radę. Dziękuję bardzo

  2. Doxi said

    Ja z moją miniaturką mam zupełnie inne doświadczenia. Kupioną po promocji w supermarkecie, mocno przelaną i z objawami gnicia korzeni. Po ostrym przycięciu bryły korzeniowej i nadgniłych pędów nie sądziłem, że coś z niej będzie, zważywszy na to, że była już późna jesień. Okazało się, że jednak coś będzie. Moje maleństwo kwitło nieprzerwanie przez całą zimę, przy czym szczyt kwitnienia (6 kwiatów jednocześnie) przypadł na połowę stycznia. Kwiaty utrzymują się na ogół ok. 2 tygodni, po zaczynają więdnąć. W okolicach początku marca nagle zatrzymała się, a po kilku dniach zauważyłem, że z ziemi wyrasta kolejny pęd, na którym jest tym razem 8 pąków kwiatowych! W międzyczasie główna roślinka zakwitła kolejnymi 2 kwiatami. Widać, że kwitnienie w ogóle się jej nie nudzi. Co prawda, już taka miniaturowa nie jest (urosła ok. 3-krotnie; ma ok. 40 cm, przy zakupie miała raptem 10 cm) i zaczęła rodzić ciernie, ale i tak ją uwielbiam. I tu, pani Zoju, moje pytanie? Czy moja róża jest indywidualistką, czy jest to może kwestia jej pochodzenia (jakieś wielokrotne hybrydy itp.)? Nie zapewniałem jej żadnego okresu spoczynku, stała całą zimę na parapecie, pod którym jest kaloryfer. Poza tym, ciekawi mnie kwestia cierni? Czy to możliwe, by róża bezcierniowa (w trakcie zakupu i długi czas po nim) nagle wydała ciernie? Pani Zoju, mam jeszcze jedno pytanie – od czasu do czasu niektóre listki wchodzące w skład liścia żółkną w dość specyficzny sposób, tzn. blaszka jest żółta, a nerwy zielonkawożółte. Listki takie nie odpadają. Podejrzewam, że jest to brak jakiegoś składnika pokarmowego. A może kwestia odczynu gleby ma tu znaczenie? Jakie pH róże lubią najbardziej? Przepraszam za ten ogrom pytań, ale fenomen mojej różyczki naprawdę mnie fascynuje. Pozdrawiam ciepło!

    • zojalitwin said

      Proszę odkryć nieco ziemi i sprawdzić czy te kolczaste pędy nie wyrastają czasem z korzenia. Jeśli tak to wszystko w porządku. Róże w doniczkach są hodowane w ten sposób iż na róży o mocniejszym korzeniu oczkuje się odmianę słabszą ale bezkolcową. Gdyby ten egzemplarz rósł w gruncie pędy wyrosłe z korzenia a nie z wyżej położonej szyjki korzeniowej szybko by zdominowały całość i słabsza odmiana bezkolcowa w końcu by zamarła.
      Najprawdopodobniej brakuje im żelaza. Jest to związane z nieodpowiednim odczynem. Nadmiar wapnia blokuje przyswajanie żelaza. Proszę przesadzić kwiatka do nieco większej doniczki i do ziemi o odczynie lekko kwaśnym. Taki odczyn mają tzw. ziemie uniwersalne do kwiatów.
      Na marginesie proszę przyjąć gratulacje z powodu posiadania ‚zielonych rąk’.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 56 other followers

%d bloggers like this: