Kwiaty doniczkowe

Niewiele o wyglądzie, a dużo o potrzebach roślin

Bluszcz pospolity

Posted by zojalitwin w dniu 02.01. 2012

©

©Hedera helix

Opis

Rodzina: Araliaceae – araliowate

Roślina zawiera trujące substancje. Zastanówmy się przed kupnem rośliny jeśli w domu bywają dzieci lub zwierzęta.

Ponieważ to co jest uprawiane w doniczkach to odmiany tego samego gatunku jaki rośnie w gruncie, nie będę tu zatem opisywać gatunku bo zrobiłam to już przy opisywaniu bluszczu uprawianego w ogrodzie. Kto chce poczytać odsyłam do blogu o roślinach gruntowych.

Ponieważ jest to jedna z najstarszych znanych nam roślin uprawnych z gatunku wyprowadzono niezliczoną już ilość odmian różniących się prawie wszystkim, z wyjątkiem faktu że bluszcz to pnącze czepiające się podpór korzeniami czepnymi, a kiedy tego zrobić nie może owija się wokół podpór.

Do uprawy w doniczkach nadają się przede wszystkim odmiany o drobnych liściach. Z reguły cechują się krótszymi rocznymi przyrostami pędów co w warunkach domowych nie jest bez znaczenia. Przed kupnem zastanówmy się także w jakich warunkach roślina będzie rosnąć. Jeśli jest to dość ciemne miejsce wybierzmy odmianę w pełni zieloną. Odmiany o pstrych liściach by zachowały swoje kolory potrzebują bardzo widnego miejsca inaczej zzielenieją całkowicie. Także wielkość miejsca jakie możemy przeznaczyć roślinie powinno decydować czy możemy sobie pozwolić na odmianę o większych liściach czy szukać odmian o jak najmniejszych liściach. Nieco odmian można zobaczyć pod linkiem http://www.brucejensennurseries.com/Products/HederaIvy.htm

Występowanie

Odmiany to dzieło ludzkiego wysiłku.

Wysokość

Roczne przyrosty są zwykle skorelowane z wielkością liści i w doniczce bez problemu nawet drobnolistne odmiany przyrosną o około metr.

Termin kwitnienia

W warunkach domowych to praktycznie bez znaczenia bo rośliny z reguły nie kwitną.

Stanowisko

Utarło się przekonanie że bluszcz kupuje się dla ciemnego kąta. Nic bardziej mylnego. Po to bluszcz pnie się z dna lasu po drzewach by dotrzeć do miejsc jasnych. Dodatkowo musimy pamiętać, że w mieszkaniu jest zawsze mniej światła niż na zewnątrz. Zatem  w pokoju o wystawie południowej już 3-4 metry od dużego okna dla zupełnie zielonych odmian już może być za ciemno. Uzyskamy wówczas pędy o długich międzywęźlach(ponieważ liście wyrastają w węzłach to odcinek między tymi dwoma węzłami nazywa się międzywęźle), zmniejszonych i bardzo ciemnozielonych liściach. Ta sama roślina przestawiona o 1-2 metry bliżej okna wyda nam pędy tak krótkie, że liście będą zachodzić na siebie i ich kolor będzie bardziej świetlistozielony, a cała roślina będzie wyglądała na bardzo gęstą. Odmiany o pstrych liściach muszą mieć parę godzin bezpośredniego słońca lecz w godzinach wczesnorannych(to najlepsze rozwiązanie) lub późno popołudniowych. Tylko w takich warunkach uzyskami liście pięknie wybarwione. Im mniej światła tym więcej zielonego aż do całkowitego zaniku jasnych stref na liściu. Przeciwną skrajnością byłoby wystawianie takich roślin na słońce w późniejszych godzinach. Wówczas na jasnych strefach liści szybko pojawią się nekrotyczne plamy oparzeniowe. Wszystko to dotyczy roślin uprawianych wyłącznie w mieszkaniu. Jeśli wystawimy rośliny na balkon lub do ogrodu rośliny zniosą trochę mniej korzystne warunki co nie oznacza, że będą rosły w pełnym słońcu.

W okresie zimowym nawet odmiany całkowicie zielone stawiamy tak by miały jak najwięcej światła. Może to być parapet okna typowo wschodniego lub zachodniego. Przy wystawie południowej trzeba odsunąć lecz nie dalej jak na 1,5 – 2 metry od okna. Mając okna od północy odmiany całkowicie zielone mogą stać czy wisieć cały rok bezpośrednio w oknie.

Wymagania i pielęgnacja

W mieszkaniach znajdujących się w starych kamienicach z piecami będzie się doskonale czuł. Natomiast przy uprawie w normalnych mieszkaniach blokowych trudno będzie nam sprostać wymaganiu by zapewnić bluszczowi  zimą temperaturę 10-15 0C. Pamiętajmy zatem o jak najczęstszym spryskiwaniu liści oraz o tym by zabieg wykonywać rano. Do wieczora liście wyschną i brak będzie warunków do rozwoju chorób grzybowych.

Po przyniesieniu rośliny do domu sprawdźmy stan bryły korzeniowej wyjmując roślinę z doniczki. Jeśli bryła ziemi jest mocno przerośnięta korzeniami wskazane jest przesadzenie rośliny. Kupujemy doniczkę tylko o numer większą, a jako podłoże wystarczy zwykła ziemia do kwiatów lecz rozluźniona drobnym żwirem akwarystycznym, wermikulitem. Wbrew pozorom bluszcz nie przepada za kwaśną ziemią dlatego nie mieszamy ją z korą. Jeśli postanowiliśmy nasz bluszcz rozpiąć na kratce to wstawiamy ją w trakcie przesadzania. Roślina przez cały sezon lubi mieć podłoże delikatnie wilgotne. Jest to jednak wilgoć leśnej ziemi w czasie lata. Trudno to wytłumaczyć w słowach. Kto naprawdę chciałby wiedzieć jaka ta wilgoć ma być powinien przespacerować się do lasu, odgarnąć 10 cm wierzchniej warstwy i włożyć palce w ziemię. Od tego momentu nic mu już tłumaczyć nie będzie trzeba. Ktoś taki już nigdy nie zaleje roślin. Bluszcz na każdą skrajność czyli zbyt wilgotna ziemia lub długo zbyt sucha będzie reagował zrzucaniem najstarszych liści. Podobnie zareaguje na brak składników pokarmowych. Tylko przyczyna będzie inna. W tym wypadku roślina będzie wycofywała potrzebne składniki właśnie z tych liści, a już zbędne zrzuci. Jej potrzeby pokarmowe nie są może niebotyczne ale raz w tygodniu połowę dawki należy dostarczyć. Jeśli przesadzaliśmy roślinę to z nawożeniem wstrzymujemy się przez 6-8 tygodni. W mieszkaniach z centralnym ogrzewaniem, gdzie roślina nie przechodzi okresu spoczynku nawożenie wprawdzie zmniejszamy ale prowadzimy go przez całą zimę. Można to robić podobnie jak w przypadku innych roślin rosnących cały rok czyli co tydzień lecz ¼ dawki lub co 2 tygodnie ½ dawki.

Uwaga dla posiadaczy zimnych mieszkań. Jeśli temperatura spadnie poniżej pięciu stopni roślina ma prawo w przyspieszanym tempie zgubić liście w dolnych partiach. Pamiętajmy jest to pnącze które wytwarza grube gołe dolne pnie. By temu zapobiec starajmy się utrzymywać podane temperatury. Przez cały okres wegetacyjny możemy co jakiś czas przycinać pędy.

 Roślina będzie tworzyć boczne rozgałęzienia i tym samym zagęszczać się, a my będziemy mieć zawsze roślinę w rozsądnym rozmiarze. Przypominam jedynie, że tniemy 0,5 cm nad ostatnim liściem jaki zostaje na roślinie.

Mrozoodporność

Przy selekcji odmian przeznaczanych do uprawy w doniczkach nikt z hodowców nie zwraca uwagi czy otrzymały gen warunkujący zimotrwałość. Większość tych odmian zginie pozostawiona na zewnątrz.

Rozmnażanie

 Rozmnażanie bluszczu jest niezmiernie proste. Wystarczy uciąć 10 cm kawałek pędu. Można go wstawić do pojemnika z wodą czy bezpośrednio do ziemi. Jeśli ten kawałek będzie miał zdrowe korzenie czepne to wystarczy położyć go na ziemi delikatnie pęd obsypać i zapewnić stałą wilgotność podłoża i powietrza. U bluszczu pod wpływem wody korzenie czepne przekształcają się w zwykłe korzenie.

Choroby i szkodniki

O reakcji bluszczu na niedogodności pielęgnacyjne już wspomniałam. Tu skupię się na najczęstszych chorobach inwazyjnych i szkodnikach.

W zasadzie są dwie dość powszechne choroby obie objawiają się ciemnymi później zasychającymi plamami na liściach. Jedna jest pochodzenia bakteryjnego a druga grzybowego. Aby je odróżnić wystarczy taki uszkodzony liść dać pod światło. Przy plamistości wywołanej przez bakterie zobaczymy wokół plam jasnozieloną lub żółtawą aureolę wokół plam. To w języku botaników nazywa się halo. Otóż ta żółta aureola jest wywołana obecnością na tym terytorium bakterii, które swymi enzymami rozbijają ściany komórek rośliny. Przy plamistości wywołanej grzybami takiego zjawiska się nie zobaczy. Trzeba od razu wyjaśnić, że na bakterie nie ma sposobu. Jedyne wyjście to usunięcie wszystkich nawet najlżej porażonych liści wraz z ich kawałkami pędów. Natomiast przy plamistości pochodzenia grzybowego wystarczy oprysk którymś z fungicydów stosowanych na szarą pleśń. W obu przypadkach do porażenia rośliny dochodzi jeśli liście są zbyt długo mokre szczególnie wieczorem i w czasie panowania niskich temperatur.

Uwagi

Łacińska nazwa rodzaju ”Hedera” pochodzi najprawdopodobniej z greckiego słowa”hedra”= zamocowanie, umocowanie i odnosi się do faktu że bluszcz dzięki korzeniom czepnym sam umocowuje się na podporze. Natomiast nazwa gatunkowa ”helix” najprawdopodobniej wywodzi się od greckiego słowa “helissein” = owijać się, skręcać, co jest odniesieniem do drugiego sposobu umocowywania się rośliny.

Jako ciekawostkę proszę potraktować wiadomość, że bluszcz jest w społeczeństwach europejskich symbolem kobiet, które nie są w stanie zdrowo emocjonalnie egzystować bez męskiej podpory.

Przypisy


Wykorzystano zdjęcia z następujących stron:

Bakteriozy1+2+3 – http://scouthort.blogspot.com/2009_09_01_archive.html

Rozkrzewienie – http://luirig.altervista.org/schedeit/fo/hedera_helix.htm

Advertisements

komentarzy 20 to “Bluszcz pospolity”

  1. Bambo said

    Mam identycznego bluszcza, jak na pierwszym zdjęciu. Bardzo oryginalny i rzadki.

    Moje bluszcze zostały zaatakowane przez niezidentyfikowane szkodniki. Wyglądają mi na wciornastki. Atakuje je preparatem na…przędziorki (bardzo profesjonalnie z mojej strony), ale póki co skuteczność marna. Przypuszczam, że zginęło kilka sztuk, które nie wytrzymały napadu śmiechu. Reszta została zmiażdżona mechanicznie, lub utopiona prysznicem.

    • zojalitwin said

      Wciornastki pozostawiają srebrzyście prześwitujące plamy ale jeszcze szybciej można je poznać po czarnych kropkach odchodów na liściach.

      • Bambo said

        Zauważyłem, że ich inwazja na fikusy benjaminy i hoję skończyła się niepowodzeniem. Wyraźnie na bluszczu lepiej się im wiedzie. Walka trwa.

  2. Bambo said

    Ogłaszam zwycięstwo. Zauważyłem, że po jakimś czasie następuje nawrót. Może jakiś ekologiczny oprysk np z pokrzywy, albo rumianku? Czy dalej sypać chemią?
    Idzie mi o trwałe zwalczenie i wytępienie szkodnika, żeby nie odradzał się.

  3. zojalitwin said

    W tym wypadku proszę napisz jeszcze o jakiego szkodnika chodzi.

  4. Bambo said

    Idzie o wciornastki.

  5. danusia11 said

    Witam
    Mam pięknego bluszczyka – fachowo mówiąc hederę. Ostatnio zauważyłam na jego gałązkach (na liściach tego w ogóle nie ma, tylko na gałązkach przy ziemi) jakieś dziwo. Wygląda to jak jakieś kokony, waciki lub tym podobne. Co mnie jeszcze bardziej zadziwiło to „to coś” się tak dziwnie ciągnie… – jest takie klejące, jak się tego dotknie. Chętnie przesłałabym zdjęcie bo specjalnie je na tą okoliczność zrobiłam – licząc na Pani pomoc, ale nijak nie udaje mi się go zamieścić w tym komentarzu. Bardzo proszę o pomoc, bo nie chciałabym tej roślinki stracić, jeżeli to coś „niedobrego”. Pozdrawiam

    • zojalitwin said

      To dość paskudny szkodnik. Trudno go się pozbyć. Jeśli nie ma go dużo to proszę spróbować najpierw usunąć go ręcznie. Proszę przygotować sobie miksturę z pół litra letniej wody, 100 gram denaturatu i kilku kropel płynu do naczyń oraz dużej ilości waty. Można ją od razu podzielić na małe waciki. Proszę pamiętać taki wacik używamy tylko raz – to ważne. Moczy się wacik w miksturze i zdecydowanym dość mocnym ruchem ściera białą kupkę. Wacik wyrzucamy i tak aż do usunięcia wszystkich. Tak naprawdę nie wszystko zostanie usunięte. Pozostaną jaja. Trzeba odczekać 3-4 dni by z nich wylęgły się larwy. W tym czasie kupuje Pani w ogrodniczym cokolwiek co mają na wełnowca i po przyjściu do domu przygotowuje roztwór a następnie dokładnie opryskać. Czekamy znów kilka dni i powtarzamy oprysk. Po kilku dniach znów bardzo dokładnie sprawdzamy. Jeśli nic nie ma to sobie odpuszczamy i uważamy, że jest po sprawie. Jeśli coś znajdziemy kolejny oprysk. On powinien być ostatni.

      • danusia11 said

        Jest Pani nieoceniona!!!!! Bardzo, bardzo dziękuję!!! Przystępuję zatem do pracy. Powiadomię o efektach. Mam nadzieję że się uda. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  6. Joanna said

    Bardzo podoba mi się hedera, ale mam problem. Ilekroć próbowałam ją zadomowić (na przestrzeni kilkunastu lat), to po pierwszym okresie rozkwitu, atakowały ją zawsze przędziorki. Efekt ich działania to lekka pajęczynka na spodniej stronie liścia a jego powierzchnia pokłuta i zieleń robiła się bledsza. Próbowałam różnych różności, ale efekt finalny ten sam. Musiałam wyrzucać zarażoną roślinę, by te robale nie przeniosły się na pozostałe rośliny (więcej ich mam niż mebli). Jedyna zimozimowa odmiana mi się ostała, ale tylko dlatego, że zasilam ją pałeczkami wraz ze środkiem przeciwprzędziorkowym. Czy naprawdę nie ma innej metody? Pozdrawiam

    • zojalitwin said

      Jest – trzeba zwiększyć wilgotność w powietrzu. Przędziorki kochają ciepło i bardzo sucho. Jeśli się to nie uda pozostaje chemia.

      • Joanna said

        Czy to zraszanie można przeprowadzać tylko w godzinach rannych? Nie sądziłam, że na przykład późnowieczorne spryskiwanie może skończyć się plamami na liściach i osłabieniem rośliny. Niedawno dokupiłam polyscias i żyje, ale często go zraszam o różnych porach a przy nim stoi wspomniana hedera. Czy je odstawić w większej odległości od siebie? Czy też ograniczyć spryskiwanie polysciasa tylko do porannych ablucji?

      • zojalitwin said

        W trakcie dnia roślina w drodze fotosyntezy i dostępnych składników tworzy substancje odżywcze i głownie się tym zajmuje. Prawdziwy wzrost trwa nocą kiedy to zachowuje się jak każdy czyli oddycha tlenem a wydziela dwutlenek węgla. W tym czasie aparaty szparkowe są zawsze otwarte. Są to wrota przez które przedostają się bakterie lub strzępki grzybni. Same zarodniki jakie są na liściu w czasie nocy w oparciu o wodę jaka pozostała na liściach z wieczornego opryskiwania po prostu kiełkuje i tworzy się grzybnia. To własnie strzępki grzybni przez aparaty szparkowe przedostaje się do rośliny porażając ją chorobą. Z tego powodu zaleca się opryskiwanie ranne ponieważ nawet w niższych temperaturach liście zdążą wyschnąć i nie dochodzi do ataku chorób. Okazyjne opryskiwanie bluszczu na pewno wyjdzie mu na zdrowie jeśli ograniczy się Pani do takich godzin oprysku by liście zdążyły wyschnąć przed wieczorem.

  7. Loretta said

    u mnie niestety też nie wytrzymywał przędziorko-ataku. A nie wyobrażam sobie siebie taplającej się w mieszkaniu w bagiennej wilgoci. Więc po moim ulubieńcu słuch zaginął niestety…

  8. Doxi said

    Pani Zoju, zauważyłem, że mojemu pstremu bluszczowi zaczynają zasychać liście w górnych częściach pędów, od czubka. Zaschnięcie jest jasnobrązowe i obejmuje stopniowo całą powierzchnię liścia. Roślina stoi w pokoju o wystawie północno-zachodniej, ok. metr od okna. Czy to może być objaw braku światła? Nie dam rady postawić jej bliżej, bo na parapecie stoją inne rośliny, a bluszcz ma sporawe rozmiary. Liście są jednak ładnie wybarwione (oprócz tych, które są zasłonięte przez inne pędy). Mam jeszcze dwa inne bluszcze o pstrych liściach, stojące w podobnej odległości, ale one takich objawów nie mają. Czy może mi Pani coś doradzić? Z góry dziękuję!

    • zojalitwin said

      Proszę bardzo dokładnie obejrzeć spodnią stronę liścia zanim jeszcze zżółknie. Sprawdzić pod światło czy nie ma prześwitujących kropek. Można także Delikatnie opryskać spodnią stronę liści jeszcze przed ich zerwaniem. Jest to moment kiedy zaczyna się atak przędziorków. Czasem pajęczynki nie widać dopiero kiedy się delikatnie opryska staje się widoczna. Sprawdzić ogonki liściowe w poszukiwaniu tarczników. Plamy wywołane przez choroby grzybowe zawsze mają wyraźną obwódkę. Jeśli nic nie ma, przyciąć pędy w miejscach zdrowych, to znaczy odciąć minimum za drugim zdrowym liściem i opryskać którymkolwiek preparatem grzybobójczym. Kłopoty z korzeniami prawie zawsze objawiają się kłopotami na najstarszych liściach.

  9. Elżbieta said

    Miło mi wpaść na tą stronkę!Świetna!
    Ale do rzeczy.Mam bluszcze i paprotki.Mam pokój świetlny,słoneczny.Od południa aż po noc świeci.Rośliny podlewam a one wciąż schną.Bywa że leję i leję a one wciąż żółkna…I tak na okrętkę.Co kupię robię co mogę podlewam ile się da a one schną…Słońce plus woda.Co więcej zielonymbdo szczęścia potrzeba?
    Przecież świeci przez szybę a to słońce rozproszone.Więc czemu tak schną?
    Podpowie mi Pani,może coś odbije.Elka

    • zojalitwin said

      Przy obu tych roślinach ważne jest jak daleko są od okna. Jeśli w jego bezpośrednim pobliżu to schną dlatego, że akurat te rośliny świetnie by się sprawdziły na oknie wschodnim lub typowo zachodnim, a nawet częściowo zahaczającym o północ. U Pani trzeba je postawić w głębi pokoju by słońce do nich nie dochodziło. Zanim co proszę wyjąć rośliny z doniczki bo podejrzewam że na spodzie jest raczej błoto niż ziemia a to także pływa na zamieranie roślin. Jeśli tak jest to proszę wypłukać to błoto i rośliny posadzić do ziemi przeznaczonej do paproci. Po dwóch miesiącach raz w tygodniu podlewać nawozem do roślin zielonych, oczywiście jeśli odratuje Pani rośliny.

  10. Elżbieta said

    Już sprawdziłam.Mają mokro.Przesuszę je teraz.Okna mam tylko na południe,tak myślę.Bo ok 12 przyświeca słońce.Kwiatki mam tylko na parapecie.Ale słońce dzień w dzień nie pali.Teraz jest pochmurno.Mój pan starszy nie da mu nic położyć choćby w głebi pokojiku.
    Kwiaty mam ze szkoły gdzie pracuje.Nie kupuje roślin bo straszą ceną.A szkolne plegną się na potęgę.Ale że u mnie skapitulowały,to aż dziw.
    Jak przywiozą kwiaty na rabatke podnszkołe to nabiorę sobie woreczek ziemi.Tak po wolnym na święta.
    Dziękuję za informacje i życzę smacznego jajka.
    Elka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: